Tere-fere

Czyli życie na dalekiej zinformatyzowanej północy

Wycieczka do Narvy kwiecień 5, 2008

Zaszufladkowany do: Zdjęcia — mojaeesti @ 1:59 pm
Tags:

Narva, teraz już to wiem, jest typem miasta, które “przed wojną było bardzo ładne”. Przewodnik pokazywał nam więc np. dziury w ziemi, a potem zdjęcia budynków, które stały tam przed wojną. Wrażenie jest intensywne – do tej pory jest mnóstwo poprzemysłowych molochów z wybitymi oknami i spłowiałymi pastelowymi kolorami.

Zanim dotarliśmy do Narvy odwiedziliśmy Pühtitsa Dormition Convent – prawosławny klasztor, który powstał z powodu pewnego cudu. Kilkaset lat temu w lesie pewien estoński pasterz znalazł pod dębem (czy innym drzewem) ikonę przedstawiającą Zaśnięcie Matki Bożej. Drzewo to stoi do dziś na cmentarzu na którym chowane są siostry z klasztoru. Niedaleko od tego miejsca jest święte źródło, w którym woda nigdy nie zamarza, nawet gdy jest – 20 stopni.

Po drodze zwiedziliśmy jeszcze Toila Park, byłą siedzibę prezydenta Estonii. Był tam piękny pałac, ale – oczywiście – po wojnie już go nie było. Ale za to z miejsca, gdzie był, rozciąga się piękny widok na morze. Na szczęście trafiliśmy na niezłą pogodę.

Jeszcze trochę o Narvie – jest to miasto graniczące z Rosją, 87% procent mieszkańców to Rosjanie. Estończycy stanowią ok. 5% populacji. To miasto z zupełnie innej beczki

A to jaskinia, gdzie usłyszeliśmy historię o pewnym znanym rosyjskim poecie, który poznał tu estońską kobietę, z którą jeździli po Europie. A ona tłumaczyła jego wiersze na estoński…

Hasek w Narvie widział tylko bijące się pijane osły.

Wielu z nas przyjechało do Tartu studiować tzw. “Transitional Studies” uzupełniając swą wiedzę o krajach postkomunistycznych. Tutaj widzimy plac zabaw z okresu transformacji. Smutne.

Oczywiście “ten ratusz przed wojną wyglądał o wiele ładniej”. Podobno jednak “Unia da pieniądze” i go odnowią.

Coraz bliżej Rossiji, ale czy to na pewno Rossija? Czy może jeszcze Sojedinitielnyj Sojuz Socialisticzieskich Republik?

Zamek w Narvie, jeszcze Eesti.

 

Helsinki kwiecień 5, 2008

Zaszufladkowany do: Zdjęcia — mojaeesti @ 1:24 pm
Tags:

Na zwiedzanie Helsinek mieliśmy około 5 godzin. Zostawiliśmy samochód na płatnym parkingu (z niewiadomych przyczyn wypuszczono nas z niego zupełnie za darmo), po czym udaliśmy się bez mapy i przewodnika w kierunku, który uznaliśmy za “bliżej centrum”. Warto dodać, że słowo KESKUS – po estońsku “centrum” a po fińsku chyba KESKUSA jest jednym z niewielu jakie znam, ale na pewno jest najzabawniejsze.

Podobno jednak do Helsinek należy się udać z przewodnikiem. My, o czym dowiedzieliśmy się później, przegapiliśmy jeden z najciekawszych zabytków ( kościół ryty w skale), no ale trudno. Oto efekty naszego łażenia bez wyraźnego celu.

Katedra protestancka – w środku jest toaleta, no i ławki są na tyle wygodne, że udało mi się na jednej z nich zdrzemnąć.

To chyba główny plac w mieście – Senaatintori, z pomnikiem rosyjskiego cara. On oczywiście stoi dumnie na cokole, a pod nim figury przedstawiające: prawo, wiedzę, dobrobyt i jego innych poddanych. Wzruszające.

Cerkiew niestety była zamknięta.

Właściwie całe miasto jest otoczone wodą. To jeden z kilku portów do których dotarliśmy wędrując po centrum. Na zdjęciu widać malutkie wysepki z zabudowaniami.

To też było zamknięte. Dodam, że w mieście byliśmy w poniedziałek wielkanocny.